Jeśli gmina przedstawia sprawę tak, że aby pola przy ulicy Kasztanowej wykorzystać inaczej niż się teraz nam proponuje - to trzeba by wypłacić milionowe odszkodowania właścicielowi gruntu (SGGW), to może powinna też rozważyć nasze pozwy o odszkodowania za spadek wartości nieruchomości w Komorowie Osiedlu co niewątpliwie nastąpi. Czy to też nie będą miliony do wypłacenia przez gminę?
A co z pieniędzmi bezprawnie pobranymi od mieszkańców gminy Michałowice w ramach "partycypacji" za kanalizację? Skoro nas wójt straszy wyimaginowanymi odszkodowaniami prawem kaduka dla SGGW, które miało na tych terenach uprawiać, a nie handlować nimi, to pomówmy o zwrocie pieniędzy mieszkańcom. Już po uchwale Sądu Najwyższego w dn.13.09.2007 r. mówiącej wyraźnie, że nie wolno wójtowi pobierać pieniędzy od mieszkańców na realizację zadań własnych gminy, jak kanalizacja czy drogi, wójt ciągle zawierał "umowy". I co ztym zrobimy panie wójcie?
Do dziś obowiązuje dekret o reformie rolnej na mocy którego SGGW weszło w stan posiadania majątku Komorów. Otóż ta podstawa prawna ściśle określała cel przekazania ziemi i sposób jej użytkowania. Niema tam ani słowa o handlu ziemią co obecnie chce czynić SGGW. Z punktu widzenia obligacji prawa, na mocy którego SGGW stało się posiadaczem komorowskiej ziemi - jej sprzedaż to działanie bezprawne.
Sądzę, że sprawny adwokat może podważyć takie inicjatywy. Natomiast w jaki sposób gmina może stać się posiadaczem tego areału to władze gminy powinny o to zadbać.
Sprawa jest prosta. SGGW może domagać się odszkodowań nie przewyższających wartości gruntu. Jeżeli tereny te nie zostałyby odrolnione to nie mają one takiej wartości jak po rozparcelowaniu na działki, które zwiększają te wartość wielokrotnie.
Wójt po raz kolejny straszy. Bezzasadnie. Poprzednio chodziło o opłaty adiacenckie (których koszt wymiaru i poboru może okazać się niewiele niższy od ściągniętych danin).
Teraz mówi o odszkodowaniach. Ale przecież dotychczas SGGW nie nabyła żadnych praw do zabudowy tego terenu. Także w poprzednim planie. Chyba, ze istnieje jakiś nieupubliczniony list intencyjny, z którego można wywieść skutki prawne?
Każdy rzeczoznawca wyceniając "straty" SGGW będzie musiał wyjść od zera i skończyć na zerze (złotych). Każdy (także uczelnia) ma prawo do korzystania ze swoich praw właścicielskich w najszerszym zakresie. Podlega on jedynie ograniczeniom zapisanym ustawowo - czyli np. przez ustawę o planowaniu przestrzennych.
Skoro plan, a nawet studium nie przewidują tam budownictwa mieszkaniowego, to właściciel może grzecznie prosić o zmianę, ale nie ma roszczenia o zmianę przeznaczenia.
Takie roszczenie mogą mieć natomiast mieszkańcy Komorowa i okolic. Oni mieszkają na terenie objętym planem, a więc nabyli określone prawa. Jeśli ich zmiana wynika np. z uchwaleniu nowego, pogarszającego ich warunki życia, planu (na razie jest to "tylko" studium, ale jest ono podstawą dla rady gminy do zmian planu zagospodarowania), to mogą domagać się rekompensaty za spadek wartości ich nieruchomości wynikający z uciążliwego sąsiedztwa.
To, na miejscu wójta, uznałbym za większe zagrożenie niż pokrzykiwanie władz uczelni i niektórych mieszkańców osiedla związanych z SGGW.
Jeśli gmina przedstawia
Jeśli gmina przedstawia sprawę tak, że aby pola przy ulicy Kasztanowej wykorzystać inaczej niż się teraz nam proponuje - to trzeba by wypłacić milionowe odszkodowania właścicielowi gruntu (SGGW), to może powinna też rozważyć nasze pozwy o odszkodowania za spadek wartości nieruchomości w Komorowie Osiedlu co niewątpliwie nastąpi. Czy to też nie będą miliony do wypłacenia przez gminę?
Odszkodowania
A co z pieniędzmi bezprawnie pobranymi od mieszkańców gminy Michałowice w ramach "partycypacji" za kanalizację? Skoro nas wójt straszy wyimaginowanymi odszkodowaniami prawem kaduka dla SGGW, które miało na tych terenach uprawiać, a nie handlować nimi, to pomówmy o zwrocie pieniędzy mieszkańcom. Już po uchwale Sądu Najwyższego w dn.13.09.2007 r. mówiącej wyraźnie, że nie wolno wójtowi pobierać pieniędzy od mieszkańców na realizację zadań własnych gminy, jak kanalizacja czy drogi, wójt ciągle zawierał "umowy". I co ztym zrobimy panie wójcie?
Odszkodowania, bezprawie, handel.
Do dziś obowiązuje dekret o reformie rolnej na mocy którego SGGW weszło w stan posiadania majątku Komorów. Otóż ta podstawa prawna ściśle określała cel przekazania ziemi i sposób jej użytkowania. Niema tam ani słowa o handlu ziemią co obecnie chce czynić SGGW. Z punktu widzenia obligacji prawa, na mocy którego SGGW stało się posiadaczem komorowskiej ziemi - jej sprzedaż to działanie bezprawne.
Sądzę, że sprawny adwokat może podważyć takie inicjatywy. Natomiast w jaki sposób gmina może stać się posiadaczem tego areału to władze gminy powinny o to zadbać.
Odszkodowania
Sprawa jest prosta. SGGW może domagać się odszkodowań nie przewyższających wartości gruntu. Jeżeli tereny te nie zostałyby odrolnione to nie mają one takiej wartości jak po rozparcelowaniu na działki, które zwiększają te wartość wielokrotnie.
O odszkodowaniach dla SGGW
Wójt po raz kolejny straszy. Bezzasadnie. Poprzednio chodziło o opłaty adiacenckie (których koszt wymiaru i poboru może okazać się niewiele niższy od ściągniętych danin).
Teraz mówi o odszkodowaniach. Ale przecież dotychczas SGGW nie nabyła żadnych praw do zabudowy tego terenu. Także w poprzednim planie. Chyba, ze istnieje jakiś nieupubliczniony list intencyjny, z którego można wywieść skutki prawne?
Każdy rzeczoznawca wyceniając "straty" SGGW będzie musiał wyjść od zera i skończyć na zerze (złotych). Każdy (także uczelnia) ma prawo do korzystania ze swoich praw właścicielskich w najszerszym zakresie. Podlega on jedynie ograniczeniom zapisanym ustawowo - czyli np. przez ustawę o planowaniu przestrzennych.
Skoro plan, a nawet studium nie przewidują tam budownictwa mieszkaniowego, to właściciel może grzecznie prosić o zmianę, ale nie ma roszczenia o zmianę przeznaczenia.
Takie roszczenie mogą mieć natomiast mieszkańcy Komorowa i okolic. Oni mieszkają na terenie objętym planem, a więc nabyli określone prawa. Jeśli ich zmiana wynika np. z uchwaleniu nowego, pogarszającego ich warunki życia, planu (na razie jest to "tylko" studium, ale jest ono podstawą dla rady gminy do zmian planu zagospodarowania), to mogą domagać się rekompensaty za spadek wartości ich nieruchomości wynikający z uciążliwego sąsiedztwa.
To, na miejscu wójta, uznałbym za większe zagrożenie niż pokrzykiwanie władz uczelni i niektórych mieszkańców osiedla związanych z SGGW.
Dodaj nową odpowiedź