Jeremi T. Królikowski
Mamy prawo do mieszkania w pięknym mieście. Tak zaczyna się manifest lubelskiego Forum Kultury Przestrzeni.
Można dodać, że mamy prawo do mieszkania w pięknym, dobrym i prawdziwym mieście. Miasto-ogród jest, tak jak we Włochach, prawdziwym miastem, a jest wiele innych, które są tylko nazwami miast.
Miasto nie jest tylko maszyną, nie tylko organizmem, lecz żywą istotą, która ma swego ducha, ducha miejsca. Podręcznik poświęcony rewitalizacji miast rozpoczynają słowa świętego Augustyna: „Miasto to nie tylko domy i ulice ale także domy i ich nadzieje.” Już ćwierć wieku mija od czasu gdy gdańska architekt, Katarzyna Rutkowska sformułowała myśl, że miasta są galerią uczuć ich mieszkańców.
Zdegradowana przestrzeń jest wynikiem braków kultury przestrzeni, świadectwem zaniku uczuć, zachwiania hierarchii wartości co prowadzi do niezrównoważonych przemian. Zachowanie wspólnej hierarchii wartości pozwala na uporządkowanie sprzecznych interesów. Władze samorządowe zbyt często stawiają sobie za cel jedynie powiększanie dochodów jednostki, którą zarządzają. Dziennikarze szukają sensacji i konfliktów. Inwestorzy i deweloperzy przede wszystkim kierują się chciwością. Ekolodzy patrzą na skutki jakie ponosi przyroda i rzadko myślą o ludziach, a miłośnicy zabytków nie uznają innych racji niż zachowanie autentycznej substancji bez względu na jej stan i przeznaczenie. Każdy ma swoją rację. Mieszkańcom zostają jedynie protesty, a przecież to oni płacą podatki, które potem urzędnicy wydają mniej lub bardziej sensownie.
Przestrzeń jest jak powietrze. Zaczynamy dostrzegać gdy jej zaczyna brakować, a przecież w niej jesteśmy, żyjemy i poruszamy się. W niej znajdujemy miejsce, które poza nią nie istnieje.
Mówiąc o rewitalizacji myślimy o przywracaniu życia podupadłym dzielnicom i obszarom, ale pierwszym krokiem jest reanimacja, przywrócenie ducha, oddychania. Gdy duch opuści miejsce trudno tchnąć go na nowo. Nie zysk więc powinien być celem rewitalizacji chyba, że jesteśmy w stanie wycenić nie tylko budynki, drogi i instalacje, ale też drzewa, a przede wszystkim ludzkie szczęście i satysfakcję.
Rewitalizacja opiera się o tradycję miejsca, rozpoznanie własnej tożsamość i wizję, która pozwala uruchomić potencjał miejsca, wydobyć jego ducha.
Szczególnie niepokojące jest odwoływanie się do szczegółowych wytycznych na podstawie, których powstały miasta ogrody w Anglii. Angielskie ogrody różnią się od polskich zarówno wielkością samego miasta, wielkością działek, rodzajem własności, charakterem przestrzeni publicznej. Dziś wzory te stają się wygodne dla deweloperów lansujących gęstą zabudowę w otoczeniu niskich domów jednorodzinnych. Howard nie był doktrynerem. Za wzorzec miasta-ogrodu uznał też średniowieczny Kraków z Plantami i podwórkowymi ogrodami. Wypracowane w czasie II Rzeczpospolitej wzorce polskich miast ogrodów były w latach komunizmu niszczone. Obecne niedomagania nie polegają na odmienności polskich rozwiązań od angielskich realizacji, lecz na odebraniu obywatelom praw do decydowania o własnym mieście. Czynią to niestety nadal władze samorządowe, a ułatwia im to indolencja władz państwowych, które w imię fałszywie pojętej wolności pozwalają na rozszarpywanie przestrzeni przez deweloperów. W końcu za tego rodzaju działalność płacą wszyscy mieszkańcy, zarówno dawni jak i nowi. Niestety, nadzieje lat 80-tych, że w niepodległej Polsce urbaniści będą tworzyć przyjazną przestrzeń dla mieszkańców, okazały się złudzeniem.
Miasta staną się piękne, dobre i prawdziwe gdy choćby część mieszkańców zacznie wymagać od władz samorządowych, państwowych, od planistów, inwestorów tego by celem zrównoważonego rozwoju był człowiek, a nie budżet i statystyka, które są tylko narzędziami.
Wyzwolenie świadomości w mieście ogrodzie Włochy następuje. Konferencja i Warsztaty Otwartych Ogrodów, planowana wystawa, dalsze perspektywy działań, to wszystko świadczy, że miasto żyje, że odnalazło swego ducha. To pozwoli przezwyciężyć przeszkody i znaleźć właściwe rozwiązania.












śmietnisko Komorowa
Z jednej strony chcemy pięknego Komorowa o czym pisze p.Królikowski a z drugiej czarna rzeczywistość i zabytkowa Aleja M.Dąbrowskiej przeradza się w śmietnik.
Bezsensowne protesty małej garstki nawiedzonych aktywistów sprawiły, że zamiast potrzebnej konserwacji drzew pozostały sterty gałęzi /potrzebne dla wątpliwego śledztwa/. Do tych gałęzi teraz inni nawet z odległych okolic przywożą i wyrzucają tam swoje odpady - sterty się powiększają i niedługo zatarasują ruch na ulicy tak jak w tej chwili trudno jest przejść chodnikiem.
Wzdłuż całej ulicy przywożone są i ustawiane worki z odpadami ogrodowymi mimo, że nikt nigdy nie wydawał pozwolenia na takie śmietnisko.
Stojące pojemniki na segregowane śmieci traktowane są jako wysypisko. Podjeżdżają samochody z innych miejscowości - widać to po rejestracjach - i opróżniają bagażniki.
Tak więc pod tablicami oznajmiającymi dumnie "Zabytkowa Aleja drzew"
przewracamy się o śmieci.
Kto bezsensowny ?
"Bezsensowne protesty małej garstki nawiedzonych aktywistów sprawiły, że zamiast potrzebnej konserwacji drzew pozostały sterty gałęzi"
---------------
Ani "garstka", ani "bezsensowne protesty". Jezeli ktokolwiek działa bez sensu...to Szanowny Przedmówca. Proszę nie mylić konserwacji drzew z ich dewastacją. Całe szczeście, że miał miejsce wspomniany protest!
To niema nic wspólnego z pozostawionymi gałęziami po niefortunnej przecince a także innymi śmieciami.
re: śmietnisko Komorowa
Ma pan rację jeśli chodzi o śmieci. To nie jest problem trudny do rozwiązania.
Ale nie zgadzam się z pańską opinią dotyczącą "konserwacji" drzew. Na tej stronie, poniżej może pan przeczytać ekspertyzę p. Kosmali -rzeczoznawcy, który wydał jednoznaczną opinię dot. tak przeprowadzonej "konserwacji". A więc mieszkańcy mieli rację protestując. A przeciwko takiej "konserwacji" zaprotestowało kilkudziesięciu mieszkańców Komorowa. Obraża ich pan pisząc o nich "mała garstka nawiedzonych aktywistów". To było kilkadziesiąt osób, w tym radni, przewodniczący i członkowie Zarządu i mieszkańcy. Gdyby nie ich protest, zniszczono by kilkaset drzew - Pomników Przyrody w Alei Marii Dąbrowskiej i w Alei Starych Lip.
odwieczne śmiecie
Nie ma co obrażać społeczników - całe szczęście że istnieją. Trzeba tylko podnieść własne cztery litery,załadować śmiecie na własne limuzyny i wywalić Wójtowi pod domem (nie pod Urzędem).
Dodaj nową odpowiedź